Upiór zagościł w Białymstoku

Moja historia z Upiorem w Operze zaczęła się w styczniu 2009 roku, gdy stanęłam w progu Teatru Muzycznego ROMA w Warszawie i zaczarowałam się jego urokiem, magią i atmosferą. Zasiadłam na widowni, a potem dałam się porwać Muzyce Nocy na długie lata. Ja pływam gdzieś nieobecna do dziś, a w ciągu tych lat mnóstwo wspomnień połączyło mnie z tym musicalem jeszcze mocniej. Nie było jednak tak wesoło, Upiór zszedł z afisza na kilka lat, by w końcu triumfalnie powrócić do Białegostoku.

maxresdefault

Białostocka iscenizacja nie różni się wiele od tego, co oglądałam wcześniej siedemnaście razy na deskach Romy. Zmienionych zostało kilka scen, prawdopodobnie na potrzeby budowy całej sceny i widowni. I tak, żyrandol który wisiał nad sceną i spadał nad scenę, teraz przelatuje nad głowami widzów, by w końcu zawisnąć na samym środku sufitu. Podczas jednej ze scen zamieniono nieme wpatrywanie się aktorów w przestrzeń na ilustrowanie gestem i mimiką tego, co akurat Upiór raczy przekazywać. A przekazuje bardzo wiele.

Upiór w Operze to definitywnie historia dla romantyków. Niepoprawnych romantyków, którzy kochają muzykę tak samo, jak kochał muzykę Upiór. Wszystkie dźwięki, zaczynając już od pierwszego, są szalone w swojej kompozycji, ale spójne z całością i naprawdę piękne. Historia młodej chórzystki, która nieoczekiwanie poznaje Anioła Muzyki i otrzymuje główną rolę w jednym ze spektakli przekształca się w pewnym momencie w zaciekłą walkę na śmierć i życie o przetrwanie. „Stąd odwrotu nie ma już, bo noc utraci głos”, chciałoby się rzec. Jedna ze stron musi ponieść klęskę w tym pojedynku, ale ja nie powiem ci która.

Do Białegostoku warto jechać. Chociaż teatr nazwany Operą, a nie Teatrem Muzycznym cechuje się ogromną hermetycznością widowni, lekkim sztywniactwem i nie taką atmosferą, jaką pamiętam z Warszawy, zdecydowanie warto. Dla tych głosów, dla muzyki, dla historii. Aktorzy dojrzeli przez te lata, kiedy nie wcielali się w upiorne role i przerwa wyszła im zdecydowanie na dobre. Damian Aleksander (Upiór) nie jest już tylko oszalałym z miłości amantem. Teraz jest dużo bardziej szaleńczy, niebezpieczny i tragiczny. Już nie trójwymiarowy, teraz dziesięciowymiarowy. Lub więcej.

037

Na uznanie zasługuje zdecydowanie Edyta Krzemień, która jako Christine debiutowała, a teraz wprost w roli błyszczy. Jest perełką na scenie, pewną siebie, świadomą kobietą. Nie słodką, naiwną dziewczynką, która nie zna życia i nie jest świadoma zagrożeń. Kiedyś miałam ochotę wejść na scenę i razem z Raoulem krzyknąć „to coś, to nie twój ojciec!”, ale nie tym razem. Tym razem ona wiedziała, że to nie jej ojciec. Mistrzowsko zagrana i idealnie zaśpiewana rola. Już na moim pierwszym spektaklu mówiłam, że Edyta ma głos kryształowy, ale tym razem uważam, że wzniosła się ponad to, na niedostępne nikomu innemu wyżyny i miejmy nadzieję, że dalej będzie się rozwijać w tym kierunku.

Bardzo charakterystyczną postacią w Białymstoku jest Carlotta. To znaczy, zawsze była charakterystyczna, ale z troszkę innej strony. W Romie była to po prostu skrzecząca diva z przerośniętym ego. Tu Carlotta naprawdę umie fenomenalnie śpiewać i jej ego wydaje się być uzasadnione. Wysokie dźwięki budzą podziw, z grą było ciutkę gorzej. Zabrakło mi typowego dla Carlotty szału i miotania się po scenie. Ten szał był tylko lekkim zirytowaniem, niestety.

Żałuję tylko dwóch rzeczy. Po pierwsze tego, że teatr nie udostępnia nigdzie obsady na dany spektakl. Oprócz aktorów znanych mi z Romy, chciałabym znać nazwiska nowych twarzy, bo niektórzy byli naprawdę świetni w swoich rolach i uważam, że zasługują na docenienie. Oprócz tego, byłam bardzo rozczarowana brakiem programów, które „się skończyły”. „Się skończyły” z tego co słyszałam ponad pół roku temu, co chyba już jest wystarczającym czasem na zamówienie jakiegoś dodruku.

Na koniec zdjęcia ze „spotkania po latach”. Brakowało mi rozmów z nimi, ale w końcu udało mi się przejechać pół Polski. I na pewno zrobię to jeszcze raz.

1maly 3maly 2maly

Autor: Blogodynka

Karolina Pikus. Blogerka i YouTuberka z zamiłowania. Uwielbia się śmiać, jeść czekoladę i oglądać filmy katastroficzne. Wzięła ślub w wieku 21 lat. Żałuje, że robi zawsze pięć brzuszków za mało.