Uroki Liverpool Street i karmienie wiewiórek

Wczoraj był dzień, w którym w końcu udało nam się dogadać z Alex There i umówić na lunch. Nasz lunch co prawda rozciągnął się na tyle, że spędziliśmy cały dzień razem, ale nie było ani chwili nudy. Odwiedziliśmy tak naprawdę ważniejsze miejsca w Londynie, a przede wszystkim karmiliśmy wiewiórki w St. James’s Park. Nasz spacer zaczął się od Liverpool Street.

Liverpool_Street_station_entrance_Bishopsgate

Dojechaliśmy na miejsce i nic nie sprawiało wrażenia, że jest to miejsce specjalne, wyjątkowe. Z pozoru to zwykła ulica, taka jak wszędzie, z restauracyjkami i sklepami po obu stronach bardzo ruchliwej ulicy. Jednak gdy zagłębiliśmy się w te mniejsze uliczki, trafiliśmy w bardzo ciekawe sklepy vintage. Mówiąc „vintage” mam na myśli wszystko, co stare. Były zarówno wyjątkowe ubrania, płyty winylowe i gramofony, jak i ogromny wybór antyków, a nawet wypchanych zwierząt i nietypowej biżuterii.

Tuż obok znajdował się wielki hangar z kuchniami chyba wszystkich narodowości. Jedna porcja kosztuje tam około 5 funtów, jest naprawdę spora, a do wyboru mamy całe mnóstwo specjałów. Ponieważ ja i Tomek jesteśmy amatorami londyńskiej kuchni chińskiej, taką też postanowiliśmy zjeść. Ja wybrałam kurczaka miodowego z noodlami w sosie (sojowym? nie mam pojęcia, ale był słony), a Tomek postawił na sprawdzonego kurczaka w sosie słodko-kwaśnym z ryżem (też jakoś doprawionym, nie mam pojęcia jak).

Potem przyszedł czas na deser. Wszyscy mieliśmy ochotę na Bubble Tea – ja i Tomek dlatego, że ją kochamy, a Alex dlatego, że nigdy jej nie piła. Naprawdę polecame Bubbleology przy Rupert Street w okolicy China Town. Jest tych punktów kilka, ale reszty nie znaleźliśmy – po prostu szukajcie Bubbleology.

National_Gallery_head-on_shot

Zwieńczeniem całej wycieczki była wizyta w National Gallery. Co prawda krótka i niestety nie można tam było kręcić filmów i fotografować. Znajdowały się tam dzieła największych malarzy, ale niestety muszę przyznać, że to nie mój klimat. Warto zobaczyć, bo to ważna atrakcja, ale nie przepadam za oglądaniem obrazów. Może dlatego, że prawie nigdy nie rozumiem przesłania artysty i dla mnie ładny obraz to zawsze tylko… ładny obraz.

St_James's_Park_Panorama_-_Sept_2006

W drodze powrotnej dostarczyliśmy wiewiórkom trochę orzechów, z których były tak zachwycone, że od razu pozagrzebywały je w trawie. Kochane stworzonka.

Autor: Blogodynka

Karolina Pikus. Blogerka i YouTuberka z zamiłowania. Uwielbia się śmiać, jeść czekoladę i oglądać filmy katastroficzne. Wzięła ślub w wieku 21 lat. Żałuje, że robi zawsze pięć brzuszków za mało.