W głowie się nie mieści

W ramach rodzinnych wieczorów filmowych, w weekend obejrzeliśmy sobie animację „W głowie się nie mieści”. Zainteresowała mnie już zwiastunem, który był prześmieszny i do bólu prawdziwy (kojarzycie scenę, gdy tata próbuje zażegnać kryzys osobowościowy swojego dziecka, a głosiki w głowie mamy załączają projekcję przystojnego pilota z Bahamów?). Jedno jest pewne – nie zawiodłam się na filmie, choć jeden moment rozczarowania był.

Film rozpoczyna się w momencie, gdy rodzi się Riley, a w jej główce z czasem po kolei pojawiają się różne emocje. Pierwsza jest Radość, szybko jednak pojawia się Smutek, a im dalej w las robi się jeszcze tłoczniej. Wszystkie najważniejsze wspomnienia dziewczynki budowane przez lata są radosne, lecz gdy wchodzi ona w wiek dojrzewania, sama Centrala nie wie, co się dzieje ze wspomnieniami. Kolejny dzień przeradza się w katastrofę, zwykła przeprowadzka przebudowuje wszystkie wspomnienia i nic już nie ma być takie, jakie było wcześniej.

InsideOut

Po obejrzeniu zwiastuna byłam przekonana, że będziemy oglądać fabułę z perspektywy bohaterów i ludków w ich głowach. Tymczasem oglądamy głównie Radość i Smutek, które chcą zapobiec mentalnej katastrofie we wspomnieniach Riley i tylko od czasu do czasu zaglądamy do centrali w głowach innych (swoją drogą, wiecie, że wszystkie kobiety dla uspokojenia wyświetlają sobie projekcję tego samego przystojnego pilota z Bahamów?).

Ta piękna, bajkowa i bardzo kolorowa animacja uświadamia mi też dwie rzeczy. Po pierwsze to, że żadne nasze wspomnienie nie jest idealnie szczęśliwe czy smutne. Każde z nich jest mieszanką wielu uczuć, co teraz wydaje się oczywiste, ale nigdy się nad tym nie zastanawiamy. Zawsze wydaje nam się, że byliśmy bardzo źli, podczas gdy coś nas rozbawiło, ale o tym zapominamy. Po drugie, co jest dużo bardziej smutne, wraz z naszym dorastaniem, nasze wspomnienia przestają być jednakowo żółte i radosne, a stają się coraz bardziej wielobarwne i niejednokrotnie musimy w sobie tę Radość odszukać, by mogła znów przejąć konsolę w centrali.

Polecam wszystkim ten film, jeszcze zdążycie do kin, więc śmiało. Nie ma na co czekać :)

Autor: Blogodynka

Karolina Pikus. Blogerka i YouTuberka z zamiłowania. Uwielbia się śmiać, jeść czekoladę i oglądać filmy katastroficzne. Wzięła ślub w wieku 21 lat. Żałuje, że robi zawsze pięć brzuszków za mało.

  • Yunau

    Poczekam aż będzie w necie :P
    A wcześniej obejrzałam polecony przez Ciebie „Dom” lub jak wolisz „Home” i szczerze mówiąc? Jedyne co tam było dobre, to muzyka. Strasznie nie podobał mi się język polski przekręcany jakby mówił dwulatek :/ jestem z urodzenia polonistką i to mnie po prostu razi…animacja też wyglądała średnio. Jedyne co mi się podobało to moment w którym poczułam faktyczne emocje, niestety dopiero pod koniec filmu. W sumie bajki. Nieważne.

    • O przekręcanym języku pisałam, więc mogłaś się tego spodziewać ;)

      • Yunau

        Ale nie sądziłam że aż tak ._.