Wizualizacja – pogadajmy o marzeniach

Wizualizacja to słowo tak ostatnio popularne, że aż zaczęłam się zastanawiać, czy mądrze jest wam opowiadać to, co dzisiaj chcę wam opowiedzieć akurat teraz i czy nie zostanie zrozumiane na opak. No ale spróbujmy, znamy się nie od dziś przecież.
 
Mieliście kiedyś takie marzenia, takie pragnienia, które bardzo chcieliście spełnić, ale właściwie nic w tym kierunku nie robiliście? W dzieciństwie bardzo chciałam być aktorką, a jednak nie uczestniczyłam w żadnym teatrze dla młodzieży, nawet na szkolne kółko teatralne było mi nie po drodze, a moje dążenie do tego celu kończyło się na powtarzaniu „jak dorosnę, zostanę aktorką”.
 
Z biegiem czasu przestałam tylko marzyć. Zaczęłam planować. Gdy w mojej głowie pojawiał się pomysł warty zrealizowania, coś dla mnie ważnego, co chciałam osiągnąć, po prostu robiłam listę kroków potrzebnych do wykonania zadania. Odhaczałam kolejne, aż cel stawał przede mną w zasięgu ręki.
 
Pasjonowałam się fotografią, kochałam fotografować ludzi, uwielbiałam portrety. Jednocześnie w tym samym czasie kochałam teatr i pewnego dnia pomyślałam, że fajnie byłoby zaprosić jednego z aktorów do współpracy. Co właściwie stało na przeszkodzie? Po jednym ze spektakli podeszłam do niego i po prostu zapytałam, czy ma czas, czy chciałby i czy nie ma nic przeciwko. Co miałam do stracenia – najwyżej odpowiedziałby, że nie ma czasu. Na szczęście miał, a do mojego portfolio trafiły cudowne zdjęcia.
 
Ci, którzy śledzą mnie również na livestreamach z gier wiedzą, że moim najbliższym wielkim planem jest przeprowadzka. Na razie nie mamy jeszcze możliwości, by ten krok wykonać, ale ja w moim szale planowania mam wybrane meble, kolory ścian, podłogi, a codziennie, gdy się budzę, wydaje mi się, że to już w tym nowym mieszkaniu i cała energia jest skupiona na tym, by odhaczać kolejne małe kroczki. Zakończyć oszczędzanie, rozpocząć remont, kupić wybrane meble, a potem przeprowadzić się i kupić psa.
 
Zdaję sobie sprawę z tego, że niektórych inspiruję do pewnych rzeczy – świadczą o tym maile, które od was dostaję i za które jestem wdzięczna (pamiętajcie – jeśli chcecie coś do mnie napisać, mail jest w opisie) i to, co chcę wam powiedzieć, to to, to nie jest tak, że jak zamkniecie oczy i godzinę dziennie będziecie leżąc plackiem myśleć o tym, co chcielibyście osiągnąć, to nagle otworzycie oczy, a cel stanie przed wami.
 
Myśleć o swoich pragnieniach trzeba wtedy, kiedy właśnie wykonujemy małe kroczki dążąc do nich. Chcecie iść na wymarzone studia? Myślcie, jak to będzie na nich fajnie, gdy już nauczycie się na maturę i napiszecie ją na olśniewający wynik. Chcielibyście mieć świetną pracę? Idźcie na szkolenia, które pomogą wam ją zdobyć, napiszcie cudowne CV, zaprezentujcie się na rozmowie kwalifikacyjnej.
 
Każdy ma jakieś marzenia. Ale nie każdy zacznie je realizować – niektóre marzenia pozostaną na zawsze tylko marzeniami. Jakie są wasze marzenia? A jakie są wasze plany? Gdzie chcielibyście być za rok, pięć lat, dziesięć? Zainspirujmy się wzajemnie do działania, ja już trzymam za was wszystkich kciuki. Żeby starczyło wam uporu.

Autor: Blogodynka

Karolina Pikus. Blogerka i YouTuberka z zamiłowania. Uwielbia się śmiać, jeść czekoladę i oglądać filmy katastroficzne. Wzięła ślub w wieku 21 lat. Żałuje, że robi zawsze pięć brzuszków za mało.