Wizyta na Camden Town i w China Town

Z Camden Town nigdy nie było mi po drodze. Chociaż to moja trzecia wizyta w Londynie, nigdy jeszcze tam nie byłam – słyszałam tylko niesamowite opowieści o tym, co można tam znaleźć i że nie ma nic, czego znaleźć tam nie można. Legendą stały się trampki i glany na ścianach oraz sklepy dla przedstawicieli chyba każdej możliwej subkultury i naprawdę trudno nie wydać tam pieniędzy.

Dość mało jest w dzisiejszym filmie ujęć z samego Camden Town, muszę przyznać, ale niestety zdecydowana większość sklepu wyraźnie opowiedziała się przeciwko nagrywaniu. Nie dziwię się – gdyby wszyscy wchodzili do sklepu, by coś nagrać, a nie kupić, podejrzewam, że skutecznie odstraszyliby tych klientów, którzy mieliby ochotę wydać tam trochę pieniędzy. Sklepy są niesamowicie kolorowe i różnorodne, można tam dostać oczopląsu, a jeszcze łatwiej można zbankrutować. No, chyba, że ktoś ma tak silną wolę jak ja.

Camden_Town_9

Z Camden Town pojechaliśmy dosłownie na chwileczkę na Trafalgar Square w poszukiwaniu jedzenia. Bardzo lubię tutejsze sieci Pret-A-Manger i EAT. Można tam zjeść świeże kanapki, sałatki, na deser podjeść owoców z jogurtem, czy ciast. Nie brakuje też ciepłych posiłków w formie zup dnia i chociażby tostów.

Naszym kolejnym celem było China Town, które jest bardzo ciekawym miejscem, ale z drugiej strony, gdy jestem tu już któryś raz, trochę wieje kiczem i tandetą. Same witryny i restauracje są przepiękne i dopracowane, ale gdy wejdziemy do jednego z licznych sklepów z „pierdołami”, od razu uderza nas zapach typowy dla chińskich wyrobów. Pomijam, że wcale nie ma tam nic specjalnie ciekawego, niestety. Najbardziej podobają mi się tam sklepy spożywcze, bo azjatyckie słodycze są naprawdę interesujące.

1280px-Chinatown,_London

Zajrzeliśmy jeszcze do znajdującego się w pobliżu M&M’s World, gdzie można kupić najdroższe cukierki świata, których plusem jest to, że możemy sami dobrać mieszankę kolorów, a nawet nadrukować na nich własny napis. Jest tam tak tłoczno, że ledwo można oddychać i tak kolorowo, że po chwili oczy bolą, ale warto dla samego zapachu czekolady, który unosi się w powietrzu. To znaczy, ja za nim nie przepadam, ale wszyscy go lubią.

Ostatkiem sił zajrzeliśmy jeszcze do St. James’s Park, ale to już opowieść na inną historię… :)

Autor: Blogodynka

Karolina Pikus. Blogerka i YouTuberka z zamiłowania. Uwielbia się śmiać, jeść czekoladę i oglądać filmy katastroficzne. Wzięła ślub w wieku 21 lat. Żałuje, że robi zawsze pięć brzuszków za mało.