Wrocławska zagadka kryminalna – Amok [RECENZJA]

„Amok” to film obowiązkowy dla każdego mieszkańca Wrocławia. Z tą myślą udałam się do kina, co prawda z lekkim opóźnieniem i zdążyłam przez ten czas nasłuchać się negatywów, ale nie dałam się! Moje nastawienie było pozytywne.

Historia opowiada o pewnym niewyjaśnionym przestępstwie, które wydarzyło się we Wrocławiu. Z Odry wyłowiono ciało architekta, ale nie ma żadnych dowodów mogących wskazać jakiegokolwiek podejrzanego. Kilka lat później, gdy śledztwo zostało już spisane na straty, anonimowy donos naprowadza policję na autora książki „Amok”, który mógł mieć ze zdarzeniem coś wspólnego.

W pierwszym momencie miałam wrażenie, że będziemy tu mieli powtórkę „Life” – to znaczy dużo krwi, mało treści, co bardzo mnie zaskoczyło, bo jednak Kasia Adamik z reguły stawia poprzeczkę wysoko. Na szczęście okazało się, że brutalny wstęp to tylko drobne wprowadzenie w akcję, a dalej jest już tylko lepiej.

Przyznam, że gdy wydarzenia z filmu działy się naprawdę, byłam jeszcze na tyle małym berbeciem, że nie za bardzo mnie takie historie interesowały, więc dobrze było się dowiedzieć, co te dziesięć lat temu wydarzyło się w moim rodzinnym mieście. Szczególnie, że dzięki filmowi „Amok”, mamy okazję poprowadzić śledztwo od początku do końca razem z naszym inspektorem.

Gdy po seansie oglądałam zdjęcia Krystiana Bali i porównałam je do Mateusza Kościukiewicza… Łał. Podobieństwo jest uderzające i nic dziwnego, że podczas seansu szepnęłam do Małża, że wiem, że to tylko aktor, ale gdybym spotkała na ulicy, to uciekałabym aż miło. Postać sama w sobie była szalona, nieprzewidywalna i budziła ogromny niepokój, ale przy okazji była też genialnie zagrana i za to należą się ogromne brawa.

Moją uwagę przykuła również Zofia Wichłacz, którą miałam cały czas wrażenie, że skądś kojarzę. Jak się okazało, widziałam ją wcześniej w „Pokocie”, a tu, oprócz tego, że piękna z niej kobieta, to także zdolna aktorka (choć główne wydarzenia rozgrywają się jednak między Balą a inspektorem Sokolskim) – stała gdzieś po środku i na przemian rozluźniała atmosferę lub wręcz przeciwnie, podkręcała temperaturę.

„Amok” to film bazujący na genialnym materiale (nie mówię tu o walorach literackich samej książki, bo tej nie czytałam, a podobno straszny bełkot, lecz o samej sprawie) i według mnie wykorzystał potencjał. Trzyma w napięciu prawie cały czas i niewiele jest tam miejsca na oddech, przez co, choć krótki, wydłuża się znacznie. I nie jest to minus – chciałoby się nawet obejrzeć więcej.

Autor: Blogodynka

Karolina Pikus. Blogerka i YouTuberka z zamiłowania. Uwielbia się śmiać, jeść czekoladę i oglądać filmy katastroficzne. Wzięła ślub w wieku 21 lat. Żałuje, że robi zawsze pięć brzuszków za mało.

  • Julia Siwinska

    Polecam film ” Bitwa Wrocławska ” w kinie NOWE HORYZONTY (niestety już nie grają :( ) Jeśli chcesz wiedzieć więcej o stanie wojennym w 1982r. Zachęcam, genialny film.
    Pozdrawiam !