Wycieczka do Londynu: transport miejski, wyżywienie, Brytyjczycy

W poprzednim poście pisałam o tym, jak najlepiej dostać się do Londynu i gdzie spać. Dzisiaj jesteśmy już w mieście, zwarci i gotowi do zwiedzania, lecz jest jeszcze kilka rzeczy, o które musimy zadbać.

Transport miejski

IMG_0176

Cały Londyn jest podzielony na strefy, przy czym pierwsza to ścisłe centrum, każda kolejna znajduje się coraz dalej. Jak pisałam wcześniej, najbardziej opłacalne są noclegi w strefach 2-3 i 3 strefa to prawdopodobnie najdalszy punkt, w jaki się wybierzesz. Jest to ważne przy zakupie biletów. Najpopularniejszym środkiem transportu jest oczywiście metro (zamykane na noc, w godzinach szczytu kolejne pociągi pojawiają się nawet w minutowych odstępach czasu), ale możemy wybrać też słynne, piętrowe autobusy (na przedmieściach często można też spotkać zwykłe, parterowe).

Ceny za przejazdy zależą oczywiście od stref i wyboru biletu. Obecnie większość biletów, które ci się przydadzą, koduje się na karcie Oyster. Można ją nabyć na każdej stacji metra i w punktach sprzedaży, które są oznaczone niebieskim symbolem karty. Przy wydaniu karty pobierana jest kaucja w wysokości 5 funtów (zwracana w przypadku oddania karty, na przykład przy opuszczaniu Londynu). Biletem, który według mnie opłaca się najbardziej jest Travelcard na 7 dni (lub odpowiednio więcej, jeśli zostajesz dłużej). Możemy na niej podróżować bez ograniczeń przez cały dzień, wszystkimi środkami publicznego transportu w Londynie (w granicach stref, na które wykupiliście bilet). Jest jeszcze opcja doładowywania karty Oyster gotówką w kasach lub specjalnych automatach i korzystania z niej jak karty pre-paid – tutaj całkowity dzienny koszt biletów nie przekroczy odpowiadającej danym przejazdom jednodniowej Travelcard. Co ważne, bilety sprzedawane przez Oyster Card są tańsze, niż bez niej.

Wyżywienie

IMG_0283

W samym centrum Londynu wyżywienie jest dość drogie jak na polską kieszeń, ale też nie należy do nie wiadomo jak drogich. No i oczywiście zależy od miejsca, które wybieramy. Na pewno należy spróbować słynnego Fish and Chips, które kosztuje między 6 a 10 funtów. Oprócz tego czasem możemy znaleźć miejsca oznaczone jako „all you can eat”, gdzie płacimy około 8-13 funtów i jemy do upadłego. Znaleźliśmy takie miejsce w 3 strefie, w centrum handlowym Shepherd’s Bush – indyjska restauracja, gdzie za all you can eat płaciliśmy 12 funtów. A objedliśmy się tak, że ledwo stamtąd wyszliśmy. Mało tego, jedzenie było niezwykle pyszne.

Będąc w Londynie warto się przełamać i wstąpić do Starbucksa. Tam jest to styl życia, kawy są inne niż w Polsce i smakują zupełnie inaczej. Londyn bez Starbucksa nie istnieje i warto wczuć się w klimat miasta. Polecam też wpaść w rejony China Town i spróbować przepysznej chińszczyzny (choć my mamy również swoje miejsce na przedmieściach, w 3 strefie jest młody chłopak, który prowadzi z ojcem mały bar i sprzedaje głównie na wynos – szukajcie w stronę Higham Hill Road, 3 przystanki autobusowe od stacji Blackhorse Road w stronę Ilford). Poza tym, w całym mieście są miejsca kipiące ekologicznym i zdrowym jedzeniem, wypełnione świeżymi sałatkami, kanapkami, sushi, zupami i co jeszcze możesz sobie wymarzyć.

Jeśli chodzi o jedzenie na własną rękę, typu śniadania lub kolacje robione już w hotelu/domu gościnnym, bardzo opłacalne są zakupy w  Tesco. Non stop są tam promocje typu „kup 2 za 5  funtów” lub „kup 2 w cenie 3”, przy czym dotyczy to produktów oznaczonych tą samą naklejką. Oznacza to, że nie musisz kupować dwóch paczek sera, by załapać się na tę promocję – może to być paczka sera i paczka szynki. Albo paczka sera i paczka gotowanego kurczaka krojonego do kanapek. Za 6 funtów zjesz również pełny lunch (kanapka/sałatka + sok + słodka przekąska), a za 7 kupisz dwa drugie dania do podgrzania w domu.

Brytyjczycy

Jeśli chodzi o stosunek Brytyjczyków do turystów, jest naprawdę bardzo ciepły. Wszyscy są bardzo przyjaźni i chętnie służą pomocą w każdej sytuacji – wystarczy zapytać i nawet jeśli nasz angielski nie jest perfekcyjny, postarają się zrobić wszystko by zrozumieć ciebie i żebyś ty zrozumiała ich.

W ciągu naszego ostatniego pobytu w mieście mieliśmy kilka problemów. Na samym początku przy kupowaniu biletów na Oyster pan w kasie poinformował nas o wszystkich opcjach, choć i tak wiedzieliśmy dokładnie, jaki bilet chcemy zakodować. Przy kupowaniu znaczków pocztowych, sprzedawcy dokładnie wypytali dokąd i doradzili za ile (nie oszukując przy tym, jak się później okazało). W muzeach bardzo chętnie wszyscy pomogą ci znaleźć drogę do odpowiedniej ekspozycji. A w metrze, jeśli masz problem z przejściem przez bramki, znalezieniem odpowiedniej stacji lub twojego pociągu zawsze ktoś ci pomoże.

[divider_1px]

Pewnie to właśnie zasługa mieszkańców Londynu (bo nie wszyscy to Brytyjczycy rodowici – mogę się pokusić o stwierdzenie, że mieszkańców Londynu z pokolenia na pokolenie znajdziecie dużo mniej niż przyjezdnych), że czujemy się w tym mieście jak w domu i na pewno sami tam wyjedziemy, gdy już skończymy studia. Na razie pozostają nam wizyty czysto turystyczne, choć jak dla mnie zbyt rzadkie. Powiem tak – do Londynu pojadę zawsze, rzucając wszystko, co mam pod ręką, jeśli tylko nadarzyłaby się taka okazja.

W kolejnym poście opiszę najciekawsze muzea Londynu. Stay tuned!

[button style=”5″ caption=”Dojazd, transport z lotniska, zakwaterowanie” link=”http://blogodynka.pl/wycieczka-do-londynu-dojazd-transport-z-lotniska-zakwaterowanie/”][/button] [button style=”5″ caption=”Najciekawsze muzea w Londynie” link=”http://blogodynka.pl/najciekawsze-muzea-w-londynie/”][/button]
Autor: Blogodynka

Karolina Pikus. Blogerka i YouTuberka z zamiłowania. Uwielbia się śmiać, jeść czekoladę i oglądać filmy katastroficzne. Wzięła ślub w wieku 21 lat. Żałuje, że robi zawsze pięć brzuszków za mało.