Zakręć ze mną hula hopem!

Hula hop kojarzy nam się głównie z „dziewczyńską” zabawą podwórkową z podstawówki. Przypomina nam o wyścigach, kto dłużej zakręci albo ile kółek w ciągu minuty uda się zrobić. Koniec szkoły nie musi oznaczać jednak końca przyjemności, ale warto leciutkie, maleńkie obręcze zamienić na coś bardziej profesjonalnego i… dorosłego.

Moja znajoma zaczęła kręcić już dłuższy czas temu i pozazdrościłam jej pięknych i szybko uzyskanych efektów. Zawsze chciałam pozbyć się mojego brzuszka i choć mi nie przeszkadzał, specjalnie go nie uwielbiałam, więc zobaczyłam tu nadarzającą się okazję do zmian. Zamówiłam własne hula hop na allegro (kosztowało około 40 zł z przesyłką). Wybrałam model Jinpoli (waży niecały kilogram i ma około 90cm średnicy).

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Moje pierwsze podejście było dość specyficzne. Ciężkim hula kręci się dużo łatwiej, więc moim problemem nie było wcale utrzymanie go, ale pozbycie się mrowienia spowodowanego masażerem. Bardzo pomogło ubranie pasa neoprenowego (często jest w zestawie do hula hop, oddzielnie kosztuje grosze) i grubszej koszulki. Od razu przestałam czuć dyskomfort i od tamtej pory kręcenie stawało się z każdym dniem coraz większą przyjemnością.

Kręcę hula hopem już osiem dni, a już widać jakieś efekty. Przede wszystkim 40 minut treningu (jeden odcinek serialu) nie jest już męczarnią i odliczaniem czasu, pod warunkiem, że co kilka minut wezmę solidny łyk wody. Poprawiła się moja kondycja i koordynacja – oglądając się w odbiciu w szybie zdecydowanie zauważyłam, że kręcę z dużo większą gracją. Oprócz tego widać, że brzuch wyraźnie się spłaszczył, choć oczywiście jeszcze dużo pracy przede mną, a reszta ciała wygląda po prostu lepiej.

Hula hop okazał się być sportem idealnym dla mnie. Łatwy, nie trzeba na niego kupować drogich karnetów, daje dużo satysfakcji, chce się więcej i więcej, a na dodatek daje szybko zauważalne efekty, które podtrzymują naszą motywację. Pamiętajcie, by wasze hula hop miały średnicę mniej więcej równą wysokości od podłogi do pępka i wagę około 1 kilograma na początek. Ja zamówiłam już kółko dla drugiego stopnia wtajemniczenia, które waży dwa kilo, ale jedyneczką kręci się przyjemnie i można uniknąć popularnych siniaków.

Swoją drogą, wiecie, że ja nie miałam żadnego? No dobra, jeden na biodrze, ale nie od kręcenia – po prostu sama sobie solidnie przywaliłam masażerem :D Jeśli macie jakieś pytania, walcie śmiało – podpowiem przy wyborze waszego kółka i podtrzymamy się wzajemnie na duchu.

Autor: Blogodynka

Karolina Pikus. Blogerka i YouTuberka z zamiłowania. Uwielbia się śmiać, jeść czekoladę i oglądać filmy katastroficzne. Wzięła ślub w wieku 21 lat. Żałuje, że robi zawsze pięć brzuszków za mało.