zumba-vs-salsation

ZUMBA vs Salsation – jaka jest różnica?

ZUMBA i Salsation to chyba dwa najpopularniejsze choreograficzne programy treningowe w fitness clubach. Kojarzą się z tym samym – tańcem, aerobikiem, świetną zabawą do przede wszystkim latynoskich rytmów, a kluby wcale nie wyprowadzają nas z błędu. Jak to jest naprawdę?

Napisałam już wpis o ZUMBie, który możecie przeczytać TUTAJ. Wprowadziłam was nieco w ten świat i opowiedziałam, jak wyglądają zajęcia – jak kanapowiec do kanapowca, który testuje formy ćwiczeń na sobie, nie mając ku temu wcześniejszego przygotowania. Po prostu ruszam się z kanapy, wybieram to, co brzmi efektywnie i zabawnie jednocześnie, lecę i opisuję wrażenia.

Tak też poszłam na moje pierwsze zajęcia Salsation. „To taka zumba, tylko więcej salsy”, myślałam, gdyż i na zumbie występują kroczki do salsy podobne. A że lubię kołysać bioderkami, ochoczo ruszyłam na trening. Pierwsze, co mnie zdziwiło, to tylko 3 osoby w szatni oprócz mnie. Drugi szok przeżyłam już na sali, gdy okazało się, że są to któreś z kolei zajęcia, a my stanowimy w stu procentach nową grupę. Po raz któryś z kolei.

Szybko przekonałam się jednak, dlaczego tak jest. Wpływ na taki stan rzeczy mają na pewno dwa czynniki – dezinformacja oraz stopień trudności. Powiedziałabym nawet, że Salsation to taki drugi stopień wtajemniczenia po zumbie. Da się opanować te kroki, wymaga to jednak dużo więcej pracy i ćwiczeń, a opisy tych zajęć… cóż, sugerują, że mamy do czynienia z kolejną imprezą, na której każdy robi co chce.

O co więc chodzi w Salsation? Są to zajęcia stawiające na pierwszym miejscu choreograficzną interpretację utworów. Oznacza to, że gdy śpiewa się o tym, żeby kobitka przyszła na małe bara-bara, pokazujemy te kwestie bardzo dosłownie. Spójrzcie sami:

Choreografie Salsation opierają się przede wszystkim o znane nam wszystkim z programu You Can Dance izolacje. Tak, magiczne słowo „izolacje”, które padało chyba na każdych warsztatach tego TVN-owskiego show to klucz do zatańczenia pięknego układu.

Na czym one polegają? Jak sama nazwa wskazuje, na izolowaniu poszczególnych mięśni lub grup mięśniowych. Tym sposobem ruszacie tylko miednicą, zamiast całym tułowiem lub jesteście w stanie wykonać piękną falę całym ciałem, podczas której każdy fragment ciała (głowa, klatka piersiowa, brzuch, biodra) rusza się niezależnie, jedno po drugim.

Instruktorzy radzą się nie zrażać – mało kto potrafi wykonać za pierwszym razem tego typu ewolucje. Ja też nie potrafiłam (szczerze mówiąc, dalej nie potrafię, bo uczestniczyłam tylko w kilku zajęciach ze względu na niezbyt dogodny dla mnie termin) i pamiętam, że z pierwszych zajęć wyszłam zawiedziona. Chciałam się nauczyć takiej kontroli nad ciałem i byłam oczarowana tym, czym jest Salsation, lecz moje oczekiwania były zgoła inne po przeczytaniu opisu zajęć w klubie, plus zupełnie nie czułam się zmęczona. Dlaczego? Dlatego, że nie potrafiłam jeszcze wykonywać poprawnie odpowiednich ćwiczeń i tu kółko się zamyka.

Salsation to wspaniała forma ruchu, mam tylko wrażenie, że kiepsko reklamowana. Niemniej jednak polecam każdemu, kto chce odzyskać kontrolę nad własnym ciałem, móc poruszyć każdym mięśniem i nabrać nieco świadomości ruchów. Kobiety staną się bardziej kobiece, mężczyźni nie będą już drewnianymi kłodami spod tartaku – nabierzecie pewności siebie i zyskacie cudowną postawę ciała, której pozazdroszczą wam koledzy i koleżanki. Jeśli tylko wytrwacie :)

Autor: Blogodynka

Karolina Pikus. Blogerka i YouTuberka z zamiłowania. Uwielbia się śmiać, jeść czekoladę i oglądać filmy katastroficzne. Wzięła ślub w wieku 21 lat. Żałuje, że robi zawsze pięć brzuszków za mało.